Studio Teatru, Muzyki i Tańca zostało założone w 1987 roku przez Elżbietę Armatys. Jest to pierwsza w Krakowie szkoła artystyczna, łącząca w sobie trzy dziedziny sztuki – teatr, muzykę i taniec. Dzieci i młodzież w wieku od 4 do 104 lat uczestniczą regularnie w warsztatach, które prowadzą profesjonalni aktorzy, choreografowie oraz muzycy. W Studio może kształcić się każdy, kto posiada chęć i ambicję, lub pragnie przeżyć przygodę swojego życia.
Elżbieta Armatys jako jedna z pierwszych w Polsce sięgnęła do niezwykle trudnego materiału, jakim jest musical. Studio może poszczycić się premierami takimi jak: „West Side Story”, „Koty, kotki i…”, „Nędznicy”, „Grease”, „Skrzypek na dachu”. Co więcej, wszystkie te spektakle nie są jedynie wiernymi kopiami broadwayowskich musicali – każdy z nich to autorskie opracowanie z wykorzystaniem oryginalnego materiału muzycznego. W naszym dorobku znajdują się również przedstawienia zupełnie własnego pomysłu, takie jak „Pchła Szachrajka” czy pastorałka „Do Jezuska na paluszkach”. O ich poziomie artystycznym świadczą wielokrotne nagrody i wyróżnienia przyznane na licznych festiwalach w ciągu ponad 20-letniej działalności Studia.
Uczniowie Studia Teatru, Muzyki i Tańca z powodzeniem biorą udział w wielu konkursach recytatorskich i muzycznych oraz występują na deskach krakowskich teatrów. Dzieci i młodzież zapraszane są również do programów telewizyjnych i radiowych, biorą udział w koncertach okolicznościowych, akcjach promocyjnych, imprezach plenerowych.
Należy jednak pamiętać, że Studio nie jest dla uczestników zajęć jedynie szkołą, lecz również miejscem, gdzie mogą oderwać się od codzienności, oddać się swojej pasji, nawiązać długoletnie przyjaźnie. Wszystko to tworzy wyjątkową atmosferę, sprzyjającą pracy artystycznej. I choć wielu może wydać się to nieprawdopodobne, to właśnie chęć i zapał do pracy młodych ludzi jest największą siłą naszego zespołu.
(red. Monika Amiri – uczennica Studia)
Opinie o pracy Studia
Dagmara Sarnocińska–Merecik – TVP KRAKÓW
“With a Child’s Hart”
Studio Teatru, Muzyki i Tańca to nie instytucja, nie szkoła, nie organizacja. Jest natomiast z całą pewnością i nade wszytko
zespołem ludzi pełnych pasji, entuzjazmu i radości ze wspólnego tworzenia. I co najważniejsze – tym wszystkim ci ludzie
zarażają dzieci i młodzież – cóż może być cenniejszego!
Widziałam kilka spektakli przygotowanych przez tę grupę na przestrzeni kilkunastu lat. Czerpano w nich z różnych źródeł,
zmieniały się pomysły inscenizacyjne, pojawiały się kolejne dzieci, młodzież zastępowała młodzież, ale jedno łączy wszystkie
te przedstawienia, jedno jest niezmienne: właśnie entuzjazm i olbrzymie zaangażowanie młodych ludzi,
którzy dzięki temu – nie mam wątpliwości – wyrosną na wrażliwych dorosłych, pełnych umiłowania kultury, dojrzalej i krytyczniej
przyjmujących to co widzieć i słyszeć będą z radia, telewizji i internetu. To niebywała edukacja, szczególnie w czasach,
gdy uczenie dzieci muzyki i plastyki uznało się za zbyteczne, a wizyta w teatrze czy filharmonii to rzadkość, która jeśli się zdarzy
jest przykrą koniecznością.
Pani Elżbieta Armatys wybrała formę szalenie trudną do realizacji: musical wymaga czasu, środków i olbrzymiego zaangażowania
wielu ludzi – to wszystko ciągle udaje jej się zdobyć. Jednak bez miejsca, w którym będzie można pracować, miejsca,
który te dzieci traktować będą jak stały i pewny drugi dom (a bez tego trudno o poważne zaangażowanie), wszystko inne nie ma sensu.
Myślę, że po raz kolejny jest okazja do zastanowienia się jaki jest sens zabierania młodym ludziom czegoś co kochają, co ich rozwija,
jest twórcze i wartościowe, a potem wymagania od nich, aby otaczający świat traktowali godnie i z szacunkiem.
Dorota Sobol – Pedagog
Wieczór 23 czerwca to czas, gdy po raz kolejny i, mam nadzieje, nie ostatni, mogłam podziwiać niesamowite dzieciaki (przepraszam wszystkie nastolatki) pod kierunkiem absolutnie niesamowitej Animatorki SZTUKI (bo jakże zwać Panią Elżbietę Armatys?)
Żałuję, że dopiero dwa lata podziwiam efekty pracy grupy i… dziękuje, że to już dwa lata.
Na co dzień pracuję z młodzieżą i wiem, jak trudno jest zainteresować młodego człowieka, zmobilizować do wysiłku, zarazić pasją. Tym bardziej chylę więc czoła przed dokonaniami Pani Armatys.
W kilkumiesięcznych odstępach widziała swoich uczniów na scenie. Tych wrażeń nie da się z niczym porównać – fascynująca jest obserwacja ich postępów,trudno uwierzyć, że w tak krótkim czasie kompetentny człowiek potrafi tak wiele osiągnąć.
Uczniowie znani z codziennej szkolnej rzeczywistości rozkwitają nieprawdopodobnie szybko – staja się otwarci, twórczy, potrafią sprostać wszelkim wyzwaniom, odnaleźć się w różnych rolach. To nie są umiejętności, których żywot kończy się na granicy sceny. Przecież właśnie tego świat oczekuje od współczesnych młodych ludzi. Niestety tylko oczekuję, bo na ogół nie uczy. Bardzo więc żal, gdy ludzie, którzy potrafią dokonać cudu – czyli twórczo ujarzmić nieokiełznaną naturę nastolatka – napotykają na przeszkody. Taką działalność i takich ludzi należy chronić, wspierać, pomagać, dotować. Przecież to jest inwestycja! Kapitał ludzki nie do przecenienia. To prawda, że zysk nie jest sprawą dnia dzisiejszego, ale to właśnie ci młodzi ludzie będą kreować przyszłość. Nie chciałabym uderzać w górnolotne struny, ale jeszcze raz podkreślam, że jako społeczeństwo wykazujemy się nieprawdopodobną krótkowzrocznością. Narzekamy na młodzież, krytykujemy chuligaństwo, wystawanie na osiedlowych skwerach itp. A jaką dajemy alternatywę? Żadną.
Jedna z mądrych Mam powiedziała, że grupa Pani Armatys była dla niej sposobem na przetrwanie trudnego okresu w życiu dziecka. Wiemy, że każdy nastolatek przechodzi przez okres burz i naporów – jeżeli damy mu atrakcyjny wybór – naturalna energia zaowocuje, jeżeli zostawimy samemu sobie – możemy dużo stracić.
Jako wychowawca rozmawiam z wieloma rodzicami. Często szukają oni pomysłów dla swoich dzieci, chcą pomóc w znalezieniu zainteresować pozaszkolnych. Większość z nich ma problem ze zaktywizowaniem dziecka, nadaniem sensu wolnym popołudniom. Jednocześnie niewiele jest miejsc i możliwości, które mogą coś mądrego i atrakcyjnego zaproponować. Tym bardziej boli, że znajdują się ludzie, którzy przeszkadzają w realizowaniu przedsięwzięć już sprawdzonych.
Kilka razy na przedstawienia zabrałam grupę gimnazjalistów. Trzeba widzieć emocje w ich oczach: zdumienie (to oni tak potrafią?, zachwyt (są niesamowici!) i wreszcie zazdrość (ja też tak chcę!). Te spotkania owocują. Przykład twórczych rówieśników pociąga; wielu uczniów zaczyna szukać czegoś dla siebie.
Trudno mi spokojnie myśleć, że ktoś może zagrażać działalności Grupy Pani Armatys. Obiema rękami podpisuję się pod wołaniem na wszelkie możliwe strony, by otoczyć Ich opieką i absolutnie, pod żadnym pozorem NIE PRZRZESZKADZAĆ.
Powodzenia Pani Elżbieto. Wiem, że myślących jak ja jest wielu.
